Prosto z serca – czyli wypadek, ryba i ks. Pawlukiewicz

20 października 2016

Pisząc o tym, co prosto z serca, zaczęło się od wypadku drogowego, potem pojawiła się ryba, a na końcu wypowiedział się ks. Piotr Pawlukiewicz. O co w tym wszystkim chodzi? W jednym z telewizyjnych programów informacyjnych, po długim weekendzie, widziałam reportaż o wypadkach drogowych.  Materiał video pokazywał samochody po zderzeniu, policjantów, krótkie wypowiedzi świadków stłuczek. Nic nadzwyczajnego jak na TV. […]

Pisząc o tym, co prosto z serca, zaczęło się od wypadku drogowego, potem pojawiła się ryba, a na końcu wypowiedział się ks. Piotr Pawlukiewicz. O co w tym wszystkim chodzi?

W jednym z telewizyjnych programów informacyjnych, po długim weekendzie, widziałam reportaż o wypadkach drogowych.  Materiał video pokazywał samochody po zderzeniu, policjantów, krótkie wypowiedzi świadków stłuczek. Nic nadzwyczajnego jak na TV. Na koniec materiału lektor opowiedział o wypadku, w którym jeden z kierowców wymusił pierwszeństwo, potrącił pieszego i uciekł z miejsca wypadku, po czym sam uderzył w drzewo, nie robiąc sobie większej krzywdy. Zaskakujące jednak było, że w trakcie tej historii kamera pokazała zbliżenie na samochód brawurowego kierowcy, skupiając się na jednym, małym elemencie: znaku ryby przyklejonym z tyłu samochodu.

W tamtej chwili  lektor zamilkł, groźna muzyka w tle zrobiła się głośniejsza, a na ekranie przez dobrych kilka sekund błyszczała przezroczysta rybka na srebrnym lakierze samochodu…

Coś tu nie gra

Reportaż się skończył, a ja poczułam się nieswojo (abstrahuję zupełnie od intencji autora tego reportażu). Jeden mały symbol, a tyle treści i skojarzeń. I ten niesmak. Bo coś tu nie gra, prawda? „Rybka”,  tak często widoczna na polskich autach, dopiero w zetknięciu z zachowaniem przeczącym wartościom, które symbolizuje, wzbudziła emocje i dała do myślenia. Wcześniej widziałam ją przecież setki razy i nic… Skoro zestawienie człowieka krzywdzącego innych i uciekającego od odpowiedzialności z  całym szeregiem pozytywnych skojarzeń ze znakiem „ryby”, którą się posługiwał, tak bardzo mnie poruszyły, zaczęłam się zastanawiać – co naprawdę oznaczają dla nas symbole, z którymi się utożsamiamy? Na ile świadomie się nimi posługujemy?

Bolesna konfrontacja

Wielu z nas celowo otacza się znakami i symbolami, tak jak np. „ryba” na samochodzie. To o tyle istotne, że dziś, w świecie kultury wizualnej, znaki są czymś tak oczywistym, że prawie nie zwracamy na nie uwagi. Zresztą, czy tego chcemy, czy nie, każdego dnia, każdym zachowaniem i decyzją budujemy własną markę, własne logo. Dajemy świadectwo tego, kim jesteśmy. Pokazujemy, ile prawdy jest w naszych deklaracjach i jak mają się one do czynów. Nieraz konfrontacja tych dwóch rzeczywistości okazuje się bardzo bolesna. Choć tak wielu chce wspaniałego, pełnego wielkich dzieł życia – wykładamy się na małych, z pozoru niewiele znaczących sprawach…

Dlaczego o tym piszę?

16Ksiądz Piotr Pawlukiewicz w nagraniu „Prosto z serca” po raz kolejny mówi o codziennym, często mozolnym budowaniu świętości. Mówi, ubierając tę drogę w różne symbole. Słyszymy o odpowiedzialności za Znak, pod którym podpisujemy się jako katolicy. Czasami wspomina o zwykłym „dążeniu do przyzwoitości”. Dlaczego tak? Czyżby chrześcijaństwo polegało jedynie na byciu „przyzwoitym”?

Nie kradnę, nie zabijam – czego więcej ode mnie chcecie?

Brzmi znajomo? Święci mają na swoim koncie gigantyczne dzieła miłości (żeby wspomnieć tylko Dom Ulgi w cierpieniu św. Ojca Pio czy przytułki dla najuboższych św. Matki Teresy z Kalkuty). Tymczasem sam Pan Jezus tak często mówi o drobnych rzeczach.

Kto w drobnej rzeczy jest wierny, ten i w wielkiej będzie wierny; a kto w drobnej rzeczy jest nieuczciwy, ten i w wielkiej nieuczciwy będzie. ( Łk 16, 10).

Zacznij od małych spraw

Życie pokazuje, że wielkie dzieła buduje się za pomocą małych, drobnych spraw. Albo inaczej – wierności w małych, drobnych sprawach. Choćbyśmy mieli w sercu plan naprawy całego świata (oby jak najwięcej śmiałych planów było w naszych sercach!), to praca nad nim rozpoczyna się od czegoś szalenia prostego, jak np. krótka notatka w kalendarzu, zbicie dwóch desek w garażu czy postanowienie, aby zaczynać dzień od zwykłego „dzień dobry” do sąsiadki, z którą od 10 lat nie rozmawiam.
Wierzę, że podobnie jest z budowaniem swojej świętości – wyzwaniem, które często wygląda jak Mount Everest. Nie będę udawać, że w pełni rozumiem, czym naprawdę ona jest. Mam jednak poczucie, że każdy z nas dostał przepis, od czego zacząć.

Na początek, każdego dnia walcz o bycie ciut lepszym niż byłeś wczoraj – podpowiada ksiądz Piotr.

Tylko tyle? AŻ TYLE! Ks. Pawlukiewicz od ponad 30 lat mówi do nas praktycznie to samo kazanie: Bądź lepszy, niż byłeś wczoraj; Zawalcz o siebie; Upadłeś po raz 77? – Wstań po raz 77!; Nie odpuszczaj; Powiedz „przepraszam”; Okaż pokorę; Chciej więcej. Choć pozornie nie brzmi to jak wyzwanie dla mistrza świata, tysiące osób wciąż jest głodnych właśnie tych słów. Proste sprawy okazują się dla wielu z nas wysiłkiem ponad miarę. Wyzwaniem, w którym musimy przekraczać siebie. Dlatego właśnie tak bardzo potrzebujemy, aby wciąż mówić  o tym na nowo, w nowych przykładach i nowymi słowami. Walka o bycie przyzwoitym okazuje się czasami początkiem drogi na wyżyny człowieczeństwa. Drogą do świętości. Jeśli tylko przyświeca jej idea nieustannej pracy i codziennego poprawiania choćby jednego małego elementu naszego życia – ma realną szansę stać się drogą do świętości.

Na czym polega życie zakonne? – zapytał ktoś jedną z sióstr.
Upadamy i wstajemy – odpowiedziała mu z rozbrajającą szczerością.

Jeśli jest w Tobie, choć chęć chcenia żyć lepiej, to już bardzo dużo. Ksiądz Piotr właśnie teraz dokłada do tego coś od siebie i robi to prosto z serca. Reszta – należy do Ciebie.

Renata Bobrowska

A na koniec coś z humorem do ks. Piotra:

Zapisz

Wypowiedz się