3 mity o relacjach damsko-męskich, cz. 1 Mieszkanie przed ślubem

16 września 2016

Zapraszamy na trzyczęściowy cykl wpisów Beaty Kołodziej pt.: „3 współczesne mity o relacjach damsko-męskich”. Dlaczego to ważny temat? Ponieważ bez obalenia tych mitów, wręcz zabobonów, można łatwo wpaść w poważne problemy i utrudnić sobie drogę do zbudowania szczęśliwej, satysfakcjonującej relacji miłosnej. Mit 1 : Mieszkanie razem przed ślubem to dobry sprawdzian związku W ostatnim czasie dotarły do mnie wieści o […]

Zapraszamy na trzyczęściowy cykl wpisów Beaty Kołodziej pt.:
„3 współczesne mity o relacjach damsko-męskich”.

Dlaczego to ważny temat? Ponieważ bez obalenia tych mitów, wręcz zabobonów, można łatwo wpaść w poważne problemy i utrudnić sobie drogę do zbudowania szczęśliwej, satysfakcjonującej relacji miłosnej.

Mit 1 : Mieszkanie razem przed ślubem to dobry sprawdzian związku

W ostatnim czasie dotarły do mnie wieści o kilku rozwodach wśród małżeństw o bardzo krótkim stażu (poniżej dwóch lat). Kobiety zostały same z maleńkimi dziećmi! To były pary, które znały się od dawna i mieszkały ze sobą przed ślubem po 5-7 lat. Ci ludzie nie podjęli pochopnej decyzji. Sprawdzili się. Dlaczego więc się rozstali? Czy świat zwariował?

Możliwe, że świat zwariował, ponieważ uwierzył w absurdalny mit, wręcz zabobon, że wspólne zamieszkanie przed ślubem (tak zwana „kohabitacja”) to skuteczny sprawdzian miłości. Pisząc książkę o kobiecości, zadałam sobie nieco trudu, żeby sprawdzić, co mówią badania na temat zjawiska „kohabitacji”. Oto garść faktów*.

W latach 70-tych ubiegłego wieku tylko niecałe 10% polskich kobiet decydowało się na kohabitację. Pozostałe ponad 90% stawało od razu na ślubnym kobiercu. W tym czasie poziom rozwodów utrzymywał się poniżej 15%**. Przez ostatnie 40 lat rozwijała się moda na kohabitację, ale pomimo tego zabiegu, mającego pomóc „sprawdzić się” – trwałość małżeństw nie wzrosła. Obecnie ponad 60% kobiet rozpoczynających związek z mężczyzną decyduje się zamieszkać z nim przed ślubem, a pomimo tego ilość rozwodów stale rośnie i wynosi już ponad 36%.

Czym więc jest w praktyce kohabitacja?

Psychologowie opisując to zjawisko, używają też określenia „odkładanie decyzji” i „zawieszenie w próżni”. Kobiety często łudzą się, że wspólne zamieszkanie to sprawdzian dla związku i naturalny etap rozwoju relacji, który pomoże w podjęciu najważniejszej decyzji o wspólnej przyszłości. Tak nie jest. Dla mężczyzn jest to przeważnie wygodna możliwość uniknięcia ślubu albo przynajmniej odłożenia decyzji. Zapewnia regularny seks i miłe towarzystwo, czasami także darmowe sprzątanie i gotowanie. Kobiety bywają przekonane, że ich partner myśli tak jak one, i gdy tylko będzie zadowolony z „próby”, wybierze się do jubilera po pierścionek. Nie są świadome, że kobiety i mężczyźni naprawdę różnią się w patrzeniu na relacje i często nie mówią wprost o swoich oczekiwaniach. Ogromnym zaskoczeniem (głównie dla kobiety) okazuje się więc, że gdy para po kilku latach się rozstaje, mężczyzna już po roku jest zaręczony z inną… Bywa i tak, że decyzja o ślubie wreszcie zapada. Czy jest to gwarancja szczęścia? Niekoniecznie. Okazuje się, że związek rozpoczynający się od wspólnego mieszkania nie sprzyja trwałości przyszłego małżeństwa. U par, które żyły ze sobą przed ślubem prawdopodobieństwo rozwodu jest niemal o 50% wyższe***. Szczególnie niebezpieczna dla planu budowania szczęśliwej rodziny jest „seryjna kohabitacja” czyli mieszkanie kolejno z kilkoma partnerami…

Chcę podjąć decyzję, więc… odłożę decyzję

W praktyce, wspólne zamieszkanie sprawia, że kobiety nie stawiają mężczyznom realnych wymagań. Nie sposób przewidzieć, czy człowiek jest gotowy do wzięcia odpowiedzialności za rodzinę, dopóki nie stanie przed koniecznością podjęcia decyzji. Zamieszkanie razem nie jest więc decyzją, a jej pozorem. To sytuacja, w której w dowolnej chwili można się wycofać, bez poważnych konsekwencji. Trwanie w takim stanie nie pomaga dojrzeć. Przeciwnie, utrwala lęk lub niechęć do brania na siebie odpowiedzialności. Jeśli decyzja nie musi być podjęta, to wygodniej będzie jej uniknąć. Niestety, przy okazji wzrasta ryzyko kolejnych rozstań, zranień i spadku poczucia własnej wartości, szczególnie w przypadku kobiet.

I że cię nie opuszczępexels-photo

Po kilku latach kohabitacji niektóre pary decydują się jednak na ślub (często pod naciskiem kobiety lub rodziny). Na świecie pojawia się dziecko. Wtedy właśnie narastają spory i kłótnie, co często kończy się rozwodem. Zwykle jest to szokująca informacja dla rodzin i przyjaciół pary, którzy mieli ich za świetny, długoletni, „sprawdzony” związek…
Dlaczego tak się dzieje? Dziecko boleśnie weryfikuje dojrzałość związku. Trzeba wspólnie zaopiekować się kimś innym, rezygnując z myślenia o sobie. Mężczyźni doznają szoku, gdy zostają nagle wyrwani z beztroskiego życia, które przecież trwało latami. Zmusza się ich do podjęcia wymagającej roli męża i ojca. Jeżeli mężczyzna pracuje nad sobą i wyzbywa się egoizmu, dziecko da mu możliwość rozwoju najlepszych męskich cech: opiekuńczości, czułości, siły charakteru dającej bezpieczeństwo całej rodzinie. Jeśli natomiast spojrzy on na sytuację egoistycznie: rachunek zysków i strat jest oczywisty. Dlatego tak często mężczyźni, nie będąc skłonni do takich poświęceń, ratują się ucieczką. Nie da się człowieka wyleczyć z dziecięcego egocentryzmu z dnia na dzień za pomocą pretensji i awantur. Szczególnie, gdy taka postawa była akceptowana przez długie lata i nagradzana w bardzo przyjemny sposób.

Rosyjska ruletka

Fakt, że tylko połowa małżeństw po kohabitacji się rozpada – wydaje się dobrze świadczyć o mężczyznach. Wciąż istnieją pary, którym się udało, co oznacza, że mamy wielu naprawdę sensownych facetów. Co prawda, trafienie na takiego mężczyznę jest porównywalne do rzutu monetą, czyli (tylko?/aż?) 50%, ale zawsze to nie gra w totolotka. Trudno tylko tę ryzykowną grę nazwać odpowiedzialnym podejmowaniem decyzji. Jeśli tendencja w społeczeństwie się utrzyma – prawdopodobieństwo trafienia na „sensownego mężczyznę”, kandydata na męża, mocno spadnie. Do poziomu ruletki. Na ten moment już 30% mężczyzn nie jest zdolnych do małżeństwa z powodów psychologicznych i emocjonalnych. Wkrótce może się okazać, że wspólne zamieszkanie z nadzieją na trwały związek będzie rodzajem hazardu.

Kobieto, jeśli w ogóle nie interesuje Cię małżeństwo i wolisz związki bez zobowiązań – masz do tego prawo. Jeśli jednak docelowo marzysz o małżeństwie, nie podejmuj pochopnych decyzji i nie inwestuj w miłość „na próbę”. Warto zadać sobie szczere pytanie: czy Twój partner jest osobą na całe życie, na dobre i na złe? Czy chcesz zainwestować w relację z nim wszystkie swoje siły, ponieważ mu ufasz? Jeśli tak – jest duża szansa na wspaniałą miłość. W Waszym związku decyzja o małżeństwie nie powinna stanowić problemu, przeciwnie, będzie dla Was naturalnym sposobem zadbania wzajemnie o siebie i o przyszłe dzieci. To nie jest tylko „papier”. To fundament pod wspólny dom. Jeżeli jednak Twój parter sprzeciwia się małżeństwu, dowiedz się, dlaczego. Wplątanie się w relację opartą nie na miłości, a na wygodzie, może zrujnować Twoje marzenia. Warto wybrać na męża odpowiedzialnego mężczyznę, nie niedojrzałego chłopca. Jak jednak sprawdzić, który facet to prawdziwy mężczyzna, bez wpuszczania do domu i łoża kolejnych kandydatów, licząc, że któryś się nada? Jak takiego mężczyznę zatrzymać, jeśli już znajdziemy? To już zupełnie inna historia. Szczególnie, że wiążą się z nią następne „mity” – ten o dwóch połówkach pomarańczy i ten o dziecku, które cementuje związek. O tym w kolejnym moim wpisie.
Beata Kołodziej

* A. Matysiak, A. Baranowska-Rataj, M. Młynarska, A. Rybińska, M. Styrc, Między zmianą światopoglądową a ograniczeniami dnia codziennego: Jakie przyczyny przemian rodziny w Polsce? Jakie rekomendacje dla polityki? Szkoła Główna Handlowa w Warszawie: Instytut Statystyki i Demografii, Warszawa 2013.
** Jest to procent rozwodów, w stosunku do ilości zawieranych małżeństw w danym roku.
***„U par, które żyły ze sobą przed ślubem o niemal 50% wyższe jest prawdopodobieństwo rozwodu. Ludzie żyjący w konkubinacie trzy razy częściej popadają w depresję. Mniejsza jest też gotowość do posiadania dzieci, a zarazem słabsze jest poczucie szczęścia i zadowolenia z życia seksualnego. Relacje partnerskie w takich związkach są uboższe niż w małżeństwie”. Takie informacje podał amerykański psycholog dr Rick Fitzgibbons, dyrektor Instytutu Zdrowia Małżeńskiego (Institute for Marital Healing www.maritalhealing.com). To jego komentarz do dokumentu końcowego Synodu poświęconego rodzinie w 2014 r.
Jeśli temat relacji jest dla Ciebie ważny, zapraszamy na darmowy 7-dniowy program video: „Jak zacząć uzdrawiać trudną relację?”. Zapisy tylko www.naprawrelacje.pl

Posłuchaj zaproszenia autorki programu:

__________________________________________________________________________________9

Beata Kołodziej
Pisarka, od kilku lat prowadzi warsztaty poświęcone relacjom i tematyce kobiecości. Autorka książek dla dzieci i dorosłych, scenarzystka, reżyserka. Z wykształcenia biolog. Prywatnie szczęśliwa mama, żona i (od niedawna) babcia.

 

 

 

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Wypowiedz się